Wprowadzenie
Na pierwszy rzut oka to pytanie wydaje się absurdalne.
Bo w jaki niby sposób coś takiego jak zwolnienie z pracy miałoby cokolwiek poprawić?
Przecież tracimy źródło dochodu, poczucie bezpieczeństwa, codzienną rutynę. Pojawia się stres, niepewność i setki pytań o przyszłość.
W tym artykule nie będziemy skupiać się na poduszce finansowej. Oczywiście jest to bardzo ważny temat dla naszego komfortu, jednak chciałbym, żebyśmy skupili się na czymś innym.
Bo bardzo często zwolnienie z pracy boli nas z powodów znacznie bardziej złożonych niż utrata pensji. Chociaż pieniądze na pewno są jedną z przyczyn tego bólu.
Powodów tych nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się sytuacji jesteśmy w stanie je zobaczyć.
Dlaczego zwolnienie z pracy jest powodem do wstydu?
Przyjęło się mówić, że bycie zwolnionym to powód do wstydu.
Pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy słyszymy, że ktoś stracił pracę, to różne negatywne epitety.
Leniwy.
Nieudolny.
Może był słabym pracownikiem.
Może się nie starał.
Może zrobił coś głupiego.
Może po prostu się nie nadawał.
Prawda jest taka, że większość z nas przynajmniej raz w życiu pomyślała o kimś bezrobotnym w podobny sposób. Pomimo że nie życzymy tej osobie źle.
Często wręcz przeciwnie.
Po prostu tak zostaliśmy nauczeni.
Praca jest czymś normalnym i jej brak trzeba jak najszybciej naprawić.
Dlaczego tak łatwo oceniamy bezrobotnych?
To nie jest przypadek.
Nie jest też nasza złośliwość.
Mamy w sobie głęboko wdrukowane przekonanie, że praca to miara wartości człowieka. Że kto nie pracuje, ten w jakimś sensie zawodzi.
To przekonanie nie wzięło się znikąd. Ale nie będziemy rozważać, gdzie i kiedy ono powstało.
Skupmy się na tym, jak ono wygląda dzisiaj, co nam daje i jak na nas wpływa.
Praca daje nie tylko pieniądze
Po bliższym przyjrzeniu się zauważymy, że praca, szczególnie ta etatowa, daje nam znacznie więcej niż przewidywalną wypłatę.
Dlaczego tęsknimy za rutyną, na którą narzekaliśmy?
Wstajemy rano. Zbieramy się. Wychodzimy codziennie o tej samej godzinie. Siedzimy 8 godzin. Wracamy do domu.
Powtarzamy to każdego dnia, przez miesiące, lata.
Za czym tu w ogóle tęsknić?
A jednak gdy znika, to nagle zaczynamy tęsknić, pomimo że nie ma w niej nic specjalnego.
Dzień staje się jednym wielkim, niezagospodarowanym polem bez punktów odniesienia.
Okazuje się, że coś, na co narzekaliśmy, trzymało nas w pionie.
Pierwszy dzień bez budzika bywa przyjemny. Dwudziesty już niekoniecznie – bo nagle trzeba samemu decydować o każdej godzinie doby. Nikt nam nie patrzy na ręce. A to zabiera więcej energii, niż się wydaje.
Dlaczego więcej wolności daje mniej kontroli?
Wiemy, co robić, kiedy, dla kogo i po co. Nawet jeśli sama praca bywa nudna, ma jasne ramy, a jasne ramy dają poczucie, że trzymamy stery. Nawet jeśli w rzeczywistości sterujemy niewiele.
Kiedy te ramy znikają, znika także poczucie kontroli – mimo że przecież mamy teraz więcej wolności niż kiedykolwiek.
Wysyłasz dziesiątki aplikacji. Czekasz na odpowiedź, która może nadejdzie jutro, może pojutrze, a może nie nadejdzie wcale, choćbyś czekał pół roku. Nie masz na to najmniejszego wpływu. Nagle wydaje się, że Twoje życie znajduje się w rękach obcego człowieka za monitorem.
Kim jesteś, kiedy znika etykieta?
To chyba najważniejsze, najmniej oczywiste, ale i najbardziej bolesne z trzech.
Załóżmy, że pracujesz jako programista, nie wnikając w szczegóły. Przez lata na pytanie „kim jesteś” odpowiadałeś właśnie w ten sposób – „jestem programistą”.
Na imprezach. W rozmowach z rodziną. Nawet we własnej głowie.
Gdy ta etykieta znika, stajesz się… No właśnie. Kim?
Jednym z najczęstszych określeń, jakie nasuwa się jako odpowiedź na to pytanie, jest „nikim”.
Tylko że…
To, że jesteś nikim nie znaczy, że jesteś nikim.
Przeczytaj to jeszcze raz.
Osobno każda z tych trzech rzeczy jest do przeżycia. Problem w tym, że zwolnienie zabiera wszystkie naraz, tego samego dnia, w tej samej chwili.
Czasem sami zwalniamy się z pracy
Jest jeszcze jeden wariant tej historii, o którym rzadko się mówi głośno.
Nie zawsze to szef podejmuje decyzję pierwszy.
I nie chodzi mi o rzucenie wypowiedzenia.
Chodzi mi o znaki…
O spóźnienia, które nagle stają się częstsze. Maile odkładane na później. Zadania robione byle jak, chociaż wcześniej robiłeś je porządnie.
To bywa nieświadoma droga do tego samego celu – tylko wybrana wcześniej, zanim świadomie przyznaliśmy się przed sobą, że chcemy odejść.
Łatwiej dać się zwolnić, niż samemu złożyć wypowiedzenie. Zwolnienie zdejmuje z nas decyzję – i winę za nią.
To temat, który zasługuje na osobny artykuł, więc na razie zostawimy go w tym miejscu jako pytanie: ile z tego, co wygląda jak pech albo gorszy okres, było w rzeczywistości Twoim własnym, cichym wyborem i nierzadko potrzebą?
Czy każdy reaguje na tę pustkę tak samo?
Niektórzy, tracąc pracę, zapadają się w bezczynność.
Inni robią dokładnie odwrotnie – rzucają się w wir kolejnych projektów, side hustle’ów, „produktywności” za wszelką cenę, żeby tej pustki w ogóle nie poczuć.
Pozornie przeciwne reakcje. W środku ten sam mechanizm – próba jak najszybszego odzyskania tego, co się właśnie straciło: kontroli i tożsamości.
Jedni przez ucieczkę w bezczynność. Drudzy przez ucieczkę w nadmiar.
To osobny temat i zasługuje na więcej niż akapit – wrócę do niego w kolejnym artykule.
Zwolnienie z pracy jako brutalny reset
Żeby nie zabrzmieć jak kolejny afirmacyjny poradnik w stylu „przyciągnij sukces” – powiedzmy sobie jasno.
Zwolnienie nie jest przyjemne.
Dla zdecydowanej większości z nas to stres. I to spory.
Pisałem już wcześniej o iluzji nowego początku – o tym, że 1 stycznia, poniedziałek czy „od jutra” wydają się magicznymi granicami, po przekroczeniu których wszystko samo się zmieni, mimo że zmienia się tylko data w kalendarzu.
Zwolnienie to inny rodzaj resetu. Nikt go nie wybiera, nikt się na niego nie przygotowuje z listą postanowień spisaną wieczorem 31 grudnia.
Przychodzi z zewnątrz, bez pytania o zgodę.
Nie ma porannego pośpiechu. Nie ma spotkań. Nie ma maili. Nie ma kolejnego poniedziałku, który wygląda dokładnie tak samo jak poprzedni.
Zostajesz sam ze sobą.
I właśnie dlatego boli inaczej niż każdy dobrowolny „nowy początek”. Ale robi też coś, czego żaden wybrany przez nas reset zwykle nie potrafi – nie da się od niego odwrócić wzroku ani odłożyć go na „od poniedziałku”. Nie ma opcji „zacznę jutro”, bo jutro rano i tak nie będzie budzika do pracy.
Kiedy znika etykieta, na której opierałeś swoją codzienność, zostaje pytanie, którego prawdopodobnie nie zadałbyś sobie dobrowolnie: co z tego wszystkiego było naprawdę Twoje, a co było tylko wygodną odpowiedzią na „kim jesteś”, żeby nie trzeba było szukać własnej.
Zakończenie
Zwolnienie z pracy zabiera naraz trzy rzeczy, których nikt Cię nie uczył odbudowywać osobno: rutynę, kontrolę i odpowiedź na pytanie „kim jesteś”. To dlatego boli bardziej niż sama utrata pensji.
Nie musisz teraz udawać, że to był ukryty dar losu.
Czasem dopiero utrata czegoś pokazuje, jak bardzo żyliśmy obok własnego życia – z etykietą zamiast z odpowiedzią.
Ta odpowiedź prawdopodobnie nie przyjdzie w jeden dzień. I to jest w porządku.
Więc: czy zwolnienie z pracy może poprawić Twoje życie?
Samo w sobie – nie. Potrafi być jednym z cięższych przeżyć, jakie Cię spotkają, i nikt nie powinien Ci wmawiać inaczej.
Może za to zrobić coś innego – zatrzymać Cię, pierwszy raz od dawna, na tyle długo, żebyś spojrzał na własne życie z boku. A co zrobisz z tym momentem, zależy już tylko od Ciebie.
I to jest coś, co zostaje na dłużej niż kolejna wypłata.
